Przejdź do głównej zawartości

Z książką nad morze

Książka o morzu czy nad morzem? I jedno i drugie jest możliwe! Przypominają mi się obrazki Konopnickiej o francuskich wioskach rybackich, nowele Sienkiewicza o nadmorskich miasteczkach (stylistycznie o niebo lepsze od Trylogii!!!) i dołujący "Lord Jim" (?!) Josepha Conrada. Ilu autorów inspirowało się morzem? Mickiewicz, Konopnicka, Hemingway, Cooper, Defoe, Sygietyński, oj... było ich i pewnie jeszcze będzie miłośników morskiej fali. Mickiewicz lubił "poglądać wsparty na Judahu skale,/ Jak spienione bałwany to w czarne szeregi/ Ścisnąwszy się buchają, to jak srebrne śniegi/ W milijonowych tęczach kołują wspaniale.
Trącą się o mieliznę, rozbiją na fale,/ Jak wojsko wielorybów, zalegając brzegi,/ Zdobędą ląd w tryumfie, i na powrót zbiegi,/ Miecą za sobą muszle, perły i korale", a prawie większość autorów wciąż zadziwiała się siłą, bezgranicznością i nieokiełznaną naturą morza - czasem spokojną, a czasem burzliwą. Pięknie o morzu piał Staff i Leśmian. Morze daje niezliczone możliwości fabularne: piraci, wyprawa po skarb; podróż do domu jak w przypadku Odyseusza zamienia się w podróż psychologiczną, podczas której łamią nas własne słabości a sił dodaje determinacja. Morze to świat korsarzy, ośmiornic-olbrzymów, latających ryb, syren i trytonów. To wreszcie awantura i brawura, bo kto z nas nie marzy o podróży okrętem na pełnym i wzburzonym morzu, kto z nas nie marzy o spotkaniu Jacka Sparrowa czy innego Żółtobrodego... Książki o morzu spełniają te czytelnicze pragnienia, dając i rozrywkę i możliwość skosztowania życia prawdziwego wilka morskiego oraz wolności sięgającej po horyzont.

A Wam, droga młodzieży, jakie "morskie" książki przychodzą na myśl?

Miłego wakacyjnego czytania!*

*(I jak najmniej gderania plażowiczów, jak najmniej dymu papierosów na plaży, brzegu morskiego bez parawanów, samego słońca nad polskim morzem i pięknych spienionych fal)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sienkiewicz - celebryta i pięć razy Maria

Henryk Sienkiewicz zawsze podobał się kobietom i on wybierał te szczególnie piękne i urocze. Pierwszą była Maria Keller, z którą już prawie miał się ożenić, gdyby nie zbytnia szczerość w listach. Niepotrzebnie Sienkiewicz użalał się bogatej narzeczonej, że skąpi sobie w uzdrowisku w Ostendzie. Rodzice Kellerówny obawiali się, że przyszły zięć - bez porządnego fachu - nie zdoła utrzymać córki. Więc dostał pierwszego kosza. Po powrocie z Ameryki Sienkiewicz nie umiał usiedzieć na miejscu. Warszawa mu obrzydła, a ponieważ końskim zdrowiem też się nie cieszył, miał usprawiedliwienie. We Włoszech - druga ojczyzna - spotkał rodzinę Szetkiewiczów z córką Marią. Podchody trwały około roku. Obawy rodziców te same - brak stałej posady, brak pieniędzy. Pomocni okazali się przyjaciele, zwłaszcza Godlewscy, którzy „wychodzili” Sienkiewiczowi piękną i uroczą żonę. Małżonkowie uzupełniali się idealnie, rozumieli się wspaniale. Marynia, która też przejawiała talenty literackie, była surow...

Siostrzana miłość w baśniowej scenerii i legendarnym czasie

Juliusz Słowacki, Balladyna Jak zachęcić uczniów do czytania tekstów kompletnie im obcych? Zwłaszcza tak zawiłych jak "Balladyna" Słowackiego... Sprawa wydaje się z góry przegrana, ale... "Balladyna" jest dobrym przykładem literatury fantastycznej (tak jest!), a także dotyczy problemu siostrzanej miłości/zazdrości. Ta uczennica, która ma siostrę, "Balladynę" powinna dobrze zrozumieć. Utwór ten napisał Juliusz Słowacki, autor dość trudnych liryków, poematów, dramatów. Trudność ta polega głównie na zawiłym języku naszpikowanym metaforami, symbolami, dowcipem, który w obecnych czasach nie musi być koniecznie zrozumiały. Niemniej, "Balladynę" - jeśli przerobi się ją na współczesny grunt - zaczyna się doceniać, zwłaszcza za wykreowanie głównej bohaterki, nie do końca typowego szwarccharakteru. Od czego zacząć? Słowacki, swoją wielką tragedię, stanowiącą część kronik historycznych Polski, umieszcza w odległych czasach. Tropem jest obecno...

„Teatr Niewidzialnych Dzieci” Marcina Szczygielskiego – uwielbiam!

Pora na polską twórczość. Przyznaję się od razu, że powieści pana Marcina nigdy nie przypadły mi do gustu, ale wiem, że dzieci je czytają. Zachwycały się zawsze „Czarnym Młynem”. To kupiłam „Teatr Niewidzialnych Dzieci”, bo spodobał mi się tytuł i nie wiem dlaczego, po „Arce czasu” wydawało mi się, że to też jest o II wojnie światowej (?). Rozczarowałam się, podwójnie.   Marcin Szczygielski, Teatr Niewidzialnych Dzieci   Rozczarowałam się naprawdę, ponieważ sięgnęłam po książkę z przekonaniem, że szybko przeczytam, bez ekscytacji, i wrócę do innej, lepszej według mnie, literatury. Tymczasem powieść naprawdę miło mnie zaskoczyła. Książka składa się z genialnie wykrojonych postaci, może dlatego, że są one z czasów bliskich autorowi, więc „przyłożył się” do ich stworzenia. Realia powieści są również bliskie mi osobiście, co prawda, nie jestem dzieckiem stanu wojennego, ale relikty PRL-u doskonale pamiętam, nawet z pewnym sentymentem, jak syrenki, kombinezony ortalionowe...