Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą lektura

O "Tajemniczym ogrodzie" słów kilka

Wycofana z lektur obowiązkowych. Wielka szkoda. Książka jest warta poznania nie tylko z powodu mody na slow life czy na ekologię. Niesie w treści bardzo ważne przesłanie w tym zagonionym życiu i oklepanym świecie.   Frances Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród   Książka wydana w 1911 roku skłania i dziś do refleksji o życiu i znaczeniu przyrody dla ludzi. Bogata w opisy budzącej się do życia krainy wrzosowisk jest jednocześnie opowieścią o budzących się do życia dzieci (o zgrozo!) i dorosłego okaleczonego fizycznie i psychicznie. Autorka trafiła w sedno, uzmysławiając wszystkim to, co właściwie każdy wiedział od zawsze - świeże powietrze i praca wpływają pozytywnie na ludzi zmęczonych, zagubionych, strapionych. Przekonali się o tym bohaterowie i my się o tym przekonujemy, kiedy wracamy zmęczeni ze spacerów lub biegania albo prac w ogrodzie; kiedy wysiłek fizyczny jest powodem do radości wypływającej z satysfakcji, że zrobiło się kawał dobrej, pożytecznej, roboty. Człowiek przecie...

Australia okiem Tomka i Alfreda Szklarskiego

Czy książka wydana pół wieku temu może konkurować z nowszymi propozycjami podróżniczymi dla dzieci i młodzieży? Myślę, że może. I to śmiało. Chociaż jest to lektura nieobowiązkowa, ja chętnie po nią sięgam, aby młode pokolenia lepiej zrozumiały świat, który je otacza. Świat ludzi i przyrody, dodam na marginesie.   Alfred Szklarski, Tomek w krainie kangurów   Książka podróżnicza ma zawsze dwa cele: przemycić wiedzę o jakimś kraju, regionie w ciekawej, przygodowej fabule. Pierwszy tom serii o Tomku Wilmowskim spełnia te dwa kryteria. Autor, niczym gadająca encyklopedia, opowiada o Australii, o florze i faunie, o jej rdzennych mieszkańcach i trudach życia w gorącym i suchym klimacie. Informacje te są włożone w usta bohaterów i w formie ciekawostek poza fabułą. Mnie ta książka przypomina serię o Neli - małej reporterce, gdyby tylko wydawcy wzbogacili ją kolorowymi zdjęciami, dodali parę apek... i gotowe. Pół wieku temu dzieci musiały jednak polegać na własnej wyobraźni i zadowolić...

„Pajączek na rowerze” – wybuchowa mieszanka charakterków

  Ilekroć uczniowie czytali fragmenty „Pajączka...” w podręczniku, zawsze przychodzili do biblioteki pytać się, czy książka jest na półkach. Z ciekawości sama przeczytałam tę dość krótką powieść dla dzieci, choć – moim skromnym zdaniem – dla starszych dzieci-już-prawie-nastoletnich. I muszę przyznać, że mnie miło zaskoczyła. Książka, oczywiście.   Ewa Nowak, Pajączek na rowerze Jest to historia dwójki jedenastoletnich dzieci, o kompletnie odmiennych temperamentach, z których los po trosze zadrwił. Dzieci nie pałają do siebie sentymentami, choć są na siebie skazane. Ola jest jak wstrząśnięta butelka oranżady, natomiast Łukaszek to ciapa i kujonek. Przez większość partii fabuły czytamy o antypatii, która pod wpływem różnych okoliczności zaczyna się zmieniać o 180 stopni. Jaki będzie finał przyjaźni Oli z Łukaszem? Przeczytajcie koniecznie, ponieważ nie raz zawita na Waszych twarzach uśmiech, a nawet się uśmiejecie, zwłaszcza w scenach „rzeczowo” intymnych. Gdyby ktoś z W...

„Magiczne drzewo. Czerwone krzesło” – czyli o tym, jak wpakować się w kłopoty

Uczniowie często pytają mnie o powieści przygodowe. „Czerwone krzesło” jest godne polecenia, ponieważ dużo się tam dzieje. Ale czy jest to książka mądra? Coś tam się na pewno znajdzie, jednak...   Andrzej Maleszka, Magiczne drzewo. Czerwone krzesło Powieść przygodowa z elementami baśniowymi – tak bym to zakwalifikowała. Bohaterami jest trójka rodzeństwa, w ręce której wpada magiczny przedmiot. W baśni zawsze bohaterowie kojarzeni byli opozycyjnie – mądry i głupi, dobry i zły. Rodzeństwo pakuje się w same przygody (czyt. problemy) z racji nieumiejętnego korzystania z tytułowego krzesła. Oj, dzieci miały wiele okazji dokonać lepszych wyborów, ale nie zrobiły tego, co chyba dowodzi, że nie są z tych „lepszych” i nagradzanych baśniowych postaci. Może autor chciał ukazać dzieci takie, jakie są? Tylko po co, skoro można dać przykład. Jest w książce postać, która ma niecne plany wykorzystania magicznego krzesła i... ten wątek jest mądrze pociągnięty. Co do dzieci... tu musiałaby wkr...

„Charlie i fabryka czekolady”... pyszna przygoda

Słodka przygoda z gorzkim akcentem. Roald Dahl przeniósł czytelnika w krainę marzeń, bo któżby nie chciał wygrać losu na loterii i spędzić czas w bajecznej fabryce słodyczy Willy’ego Wonki. Jednak rzeczywistość nie jest taka słodka...   Roald Dahl, Charlie i fabryka czekolady   Pomysł skonfrontowania świata bogatych i biednych jest stary jak najstarsza baśń świata, ale Roald Dahl postanowił wpleść nieszablonową postać fabrykanta Willy’ego Wonki i nieco urozmaicić fabułę. A fabuła jest dość wartka. I mimo mrocznych akcentów, całość okraszona jest dobrym poczuciem humoru czwórki staruszków i pełnej ciepła relacji narratora. A o czym jest ta relacja? Czworo dzieci wygrywa niesamowitą okazję spędzenia dnia w najlepszej na świecie fabryce czekolady i innych słodkości. Właśnie przyszło mi takie porównanie do głowy z „Boską Komedią” (!). Ekscentryczny Wonka, jak Wergiliusz, oprowadza Charliego i pozostałych po fabryce, która staje się dla niektórych istnym piekłem. Morał z ...

"Ania z Zielonego Wzgórza" - Wakacyjny post numer 6 i ostatni

Nie wiem, jak Wy, ale co pojadę nad morze pewna "słoneczna stacja" puszcza jeden z moich ulubionych filmów młodości. Budzę się, włączam TV i widzę... "Anię z Zielonego Wzgórza". Czasem jest też tak, że przychodzę z plaży, włączam TV i widzę... "Anię z Zielonego Wzgórza". Niewiele myśląc, po powrocie pognałam do publicznej biblioteki po Anię i jeszcze więcej Ani. Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza Trochę się obawiałam - przeczytać po raz enty Anię i to po latach wcale nie musi być tak dobrym pomysłem, jak się wydaje. Drobne rozczarowanie przeżyłam, czytając "Dzieci z Bullerbyn" - to taka dygresja. "Ania..." mnie nie zawiodła, a raczej uwiodła już po raz nie wiem który... enty! Ania jest dzieckiem aż nienaturalnym w swojej kwiecistej mowie. Jednak Montgomery wrzuca tę biedną małą rudowłosą dziewczynkę w takie hece, że nie pozwala nam to myśleć o bohaterce inaczej jak o dziecku. Perypetie Ani wzruszają, ale gł...

O "Dziewczynce z parku" - wzuszająca historia rodzinna z naturą w tle

Z jedyną czwartą klasą w mojej szkole - ex gimnazjum - umówiłam się na taki układ podczas zastępstw: raz robimy coś extra, następnym razem - coś mega! W ten sposób uczniowie mniej więcej wiedzą, czego mogą się po mnie spodziewać. Ale co to jest "extra" i "mega"? Czytanie jest extra kompetencją - uczy słuchania, szacunku, myślenia, mówienia, czucia. Mega są zabawy inspirowane książkami, ale przede wszystkim, życiem. Więc od września uskuteczniam z czwartoklasistami taką oto mega-extra przeplatankę. Napiszę, z racji bibliotecznego bloga, o tym "extra", czyli o rewelacyjnej książce Barbary Kosmowskiej "Dziewczynka z parku". Barbara Kosmowska, Dziewczynka z parku Temat poruszany w tej niezwykłej książce dla dzieci jest dość trudny do udźwignięcia nawet dla nas - dorosłych. "Proszę pani, ja się zaraz rozpłaczę" - powiedziała w trakcie lektury jedna z uczennic klasy czwartej. "Ja też" - zawtórowała inna. Do takiej...

"Asiunia"... jedna z moich ulubionych książek o wojnie

Rok temu, po wielkich i wyjątkowych zakupach książkowych, w ręce mojej małej czytelniczki wpadła książka Joanny Papuzińskiej pt. "Asiunia". Nie ukrywając się z tym, uczennica wypeplała później, że pożyczyła książkę, ponieważ była "cienka". Ale nawet "cienkie książki" mogą wywrzeć silne wrażenie. Bo na niej "Asiunia" właśnie takie zrobiła... Dziewczynka wypożyczyła ją jeszcze kilka razy, a po niej jej koleżanki. Joanna Papuzińska, Asiunia Książka wchodzi "w skład" serii książek o wojnie opowiedzianej dla najmłodszych odbiorców. Zatem są to historie chwytające za serca, gardła, mimo że pisane prostym językiem - językiem dziecka. Utwór przedstawia historię kilkuletniej Asi, czyli autorki wielu książek i wierszy dla dzieci, której dzieciństwo przypadło na wojnę. Jest tam mowa o powstaniu warszawskim, o Żydach, o aresztowaniach, o głodzie, o tułaczce i o tym, jak cenny jest własny kubek na zupę czy ciepły sweter. To historia...

O niedźwiedziu Wojtku

Co czytać dzieciom, kiedy kuratorium kładzie nacisk na wychowanie patriotyczne? Łukasz Wierzbicki, Dziadek i niedźwiadek. Historia prawdziwa Dosyć gruba książka jak na lekturę w klasach I-III. Pamiętam inne, cieńsze wydanie autorstwa Janusza Przymanowskiego. Całkiem sympatycznie ilustrowane. Tytuł brzmiał "Kanonier Wojciech". "Dziadek i niedźwiadek" opatrzony jest "stosownymi" komentarzami i listem ostatniego żyjącego kompana niedźwiedzia Wojtka. Cenne są fotografie pokazujące dzieciom, małym niedowiarkom, że Wojtek istniał naprawdę i żył wśród polskich żołnierzy walczących m.in. pod Monte Cassino. Niedźwiadek na zdjęciach wygląda uroczo, nawet jako "starszak", także śmiem twierdzić (a co!), że zdjęcia zachwycą i wszystkie dziewczynki i wszystkich chłopców. Na książkę składają się opowiadania - perypetie niedźwiadka i jednego z żołnierzy, którzy szczególnie zaopiekowali się małym futrzanym znaleziskiem. Psoty niesfornego, a...

Czy "Pan Tadeusz" słusznie zwany jest epopeją narodową?

Adam Mickiewicz pewnie się w grobie przewraca na dźwięk wyrażenia "epopeja narodowa". Dlaczego? Z prostej przyczyny - wielowersowe dzieło w zamierzeniu nie miało być żadnym dziełem narodowym. Ponieważ tradycja usankcjonowała czytanie "Pana Tadeusza", wzdychając od czasu do czasu za tamtymi arkadyjskimi czasami, kładąc nacisk na "gadżety" patriotyczne rozmieszczone w Soplicowie, to - z wielką szkodą dla utworu - mało kto zatrzymuje się nad innymi aspektami przeogromnego dziełka. A kryje się w nim tyle... uroku i dowcipu. Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz Praca nad pisaniem "Pana Tadeusza" szła Mickiewiczowi błyskawicznie, przynajmniej z początku. Ale pisałam o tym wcześniej. Autor, który już wówczas uchodził za żywą legendę, cieszył się niekończącą się weną i informował o pracy nad tekstem o polskiej wsi, o polskim zaścianku, swoich przyjaciół z niekłamaną gorliwością. Sam nie wiedział, dokąd zaprowadzi go to "sielskie poema" - jak...

Czy wszyscy Niemcy to Schweine?

W ostatnim poście "o wojnie" napiszę o wyjątkowym dramacie Leona Kruczkowskiego pt. "Niemcy". Na czym polega jego wyjątkowość? Zapomniana lektura z dawnej szkoły podstawowej porusza w oryginalny i unikatowy sposób problem wojny i jej widzenia z perspektywy Niemców uważanych powszechnie za agresorów, zwolenników eugeniki, czyli tępicieli podludzi. A jak Niemcy widzieli siebie w czasie II wojny światowej? Na jakie dylematy cierpieli? Leon Kruczkowski, Niemcy Pierwszy akt odsłania charakter trzech bohaterów, oczywiście Niemców. Znamienne, że każdy z nich ukazany jest w innej sytuacji i przestrzeni. Żandarm Hoppe boryka się z problemami służby na froncie wschodnim, czyli gdzieś w Polsce. Willi Sonnenbruch - oficer SS, przesłuchuje biedną matkę usiłującą wyprosić na untersturmfurehrze litość dla syna. Jego siostra - Ruth Sonnenbruch - odwiedza sobie francuskie miasteczko, bo przecież należy ono teraz do Niemiec, kraju pełnego wspaniałych niemalże starożytnych ...

Po prostu milczeć...

Czy nie wydaje się Wam, że o wojnie zostało już wszystko powiedziane? Że jest tego za dużo, za górnolotnie, że o ówczesnym piekle mówi się w taki sposób, że urasta ono do mitu? Tymczasem ludzie, którzy to przeżyli próbowali albo jak najszybciej zapomnieć i przejść do codzienności albo dawać świadectwo ludzkiego okrucieństwa, ale też i ludzkiej siły. Krótkim objętościowo świadectwem są "Medaliony" Zofii Nałkowskiej, o których pokrótce opowiem w dzisiejszym wpisie. Zofia Nałkowska, Medaliony Pisarka uczestniczyła w Komisji do Badań Zbrodni Hitlerowskich, stąd szkicowy, reporterski styl "Medalionów", książeczki napisanej w 1945 roku. Składa się na nią osiem krótkich relacji ofiar hitleryzmu. Są wśród nich kobiety, które przeżył obozy w Ravensbruck czy Majdanek; są mężczyźni, którzy wykonywali polecenia nazistów; są naukowcy, ludzie dobrze i źli; ludzie po tej i tamtej stronie muru. Każda z postaci stara się albo udzielić wyczerpujących odpowiedzi - jak prz...

Ile procent Krzyżaków jest w "Krzyżakach"?

W szkolnej bibliotece wypożycza się głównie lektury. Niestety, to fakt. Ile razy przychodzą uczniowie, z miną na cmentarz, bo pani od polskiego kazała wypożyczyć lekturę, a później nazbyt "uczciwie" uświadamiają bibliotekarza, że: "I tak przeczytam streszczenie...". Niestety, to też fakt. Takim top of the top rankingu cierpiętniczego oblicza związanego z obowiązkiem wypożyczenia lektury szkolnej jest moment, w którym uczniowska brać przychodzi po "Krzyżaków". Chociaż nie... Największy ból wychodzi na ich twarzyczkach wtedy, kiedy została już wersja - jak ja ją nazywam - sauté , czyli bez ściągawek. Skąd ta reakcja? Czy naprawdę należy bać się "Krzyżaków"? Główny problem negatywnych reakcji ze strony uczniów leży w braku znajomości problemu, zagadnienia. Oczywiście, też po stronie obowiązku. Swoją drogą, czy gdyby "Krzyżacy" byli zakazaną lekturą, młodzież chętniej sięgałaby po nich? ... Przeraża też objętość. Kto z obowiązku polub...

Dramat o wywoływaniu duchów

Adam Mickiewicz, Dziady cz. II Na koniec miesiąca dramatu przedstawiam Mickiewiczowskie "Dziady" cz. II. Wystawienie tejże sztuki wywołało nie lada kontrowersje w 1968 roku. Dlaczego temat o wywoływaniu duchów na uroczystości zwanej dziadami wywołał tyle szumu? Po pierwsze: Dramat Mickiewicza składa się (oficjalnie) z trzech części: II i IV (napisanej mniej więcej w tym samym czasie) oraz III (stworzonej 10 lat później). Co z częścią I? Istnieje  pod roboczym tytułem "Widowisko", ale jest niedopracowana. Stwarza ona pozór notatek, niespojonych z całością fragmentów wyjętych z już napisanych części. Stąd też większość znawców twórczości Mickiewicza nie uznaje jej jako samoistnej (ważnej) części dramatu. Co łączy poszczególne części? Motyw dziadów - obrzędu, podczas którego przywołuje się duchy, aby im pomóc skrócić męki w czyśćcu i wysłuchać przestróg. Motyw miłości, nie tylko tej do bliźniego. Główny bohater. Po drugie: Ów bohater, który zmienia ...