Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą o wojnie

Miłość w czasach seryjnej śmierci

 Wojciech Dutka, Czerń i purpura  Niezwykła historia słowackiej Żydówki i oficera SS, których ścieżki przecięły się w obozie koncentracyjnym. Zadecydował przypadek, a może i charaktery pieczołowicie stworzone przez autora. W dniu spotkania ofiary i kata nic już nie było takie same. On i ona zaczęli walczyć głównie o przetrwanie, a miłość była ich siłą napędową, przynajmniej u niego na początku, ponieważ u niej pojawiła się później. Nic, nawet śmierć, nawet Gestapo, nawet ustawy norymberskie, nie potrafiły tego zmienić, a zwłaszcza nienawiść.  Historia, która ma swoje oparcie w autentycznych wydarzeniach, pokazuje, jak miłość zmienia człowieka w odczłowieczonej rzeczywistości. Jak otwiera oczy na drugą osobę i do jakich poświęceń "zmusza" tego, który z łatwością zabijał wrogów Rzeszy. Ta książka ma właściwie trzech bohaterów: Milenę, Franza i miłość ponad wszystko. Autor sprytnie zmienia perspektywy, aby czytelnik miał większe pole interpretacyjnego manewru. Wplątane są ró...

Trudne słowa o matce, córce i wojnie... nie tylko między nimi – o powieści pt. „Wojna, która ocaliła mi życie”

Powieść o trudnej tematyce jest napisana dość przystępnym językiem, miejscami zakrawającym na poezję - opisy przeżyć wewnętrznych, a w tle dzikość cwałujących koni i szał. Czasami wplecione zostają suche komentarze - oziębłe kwestie, jak zimny potrafi być klimat brytyjski. Dla mnie osobiście to... odkrycie. Arcydzieło.   Kimberly Brubaker Bradley, Wojna, która ocaliła mi życie Nie spotkałam się dotąd z tak ujętym tematem II wojny światowej, w którym wojna byłaby pewnego rodzaju... wybawieniem. Z reguły wojna jest straszna, zagraża ludziom, matkom, dzieciom, trzeba jej... nienawidzić. Ada - główna bohaterka, doznaje podczas wojny i dzięki niej swoistego wyzwolenia. Dziecko rodzi się ze szpotawą nogą. Z tego powodu jest poniewierana przez własną matkę. Kiedy Londynowi zaczyna grozić bombardowanie i władze podjęły decyzję o ewakuacji dzieci na wieś, Ada wraz z bratem dostaje się pod opiekę samotnej Susan, która za grosz nie wie, jak opiekować się dziećmi takimi jak Ada i jej br...

„Wojna, którą w końcu wygrałam” – polecam nie tylko w ramach NPRCz!

Ta książka jest genialna! Po prostu trzeba ją przeczytać. Skoro już popełniam „recenzje” książek o tematyce wojennej, nie mogę pominąć TEJ powieści. Jest cudowna. Wprost nadaje się do ekranizacji!   Kimberly Brubaker Bradley, Wojna, którą w końcu wygrałam To jest druga część przygód jedenastolatki, która zmaga się z własnymi kompleksami w ogarniętej wojną Anglii. Ale nie zniechęcajcie się, bohaterka nie jest nijaka – nie robi z siebie ofiary losu, nie zapłakuje się po kątach, bo po pierwsze jest wojna, po drugie nie ma czasu na osobiste rozterki, gdy wokół dzieją się inne rzeczy. Chce być przydatna. Mimo kalectwa. Ma wielkie szczęście, że trafiła na TAKIE kobiety, jak księżna Thorton czy Susan, bo to one dają jej siłę do stawiania czoła własnym barierom. Ada lubi zamykać się we własnym świecie, a jednocześnie pragnie ten świat wchłonąć całą sobą. Nie ma się co dziwić... tylko trzeba znać jej przeszłość, a o niej jest w pierwszej części – nie czytałam jej, niestety. Gdybyś...

„Czy wojna jest dla dziewczyn?”... świetna lektura dla dziecka, rodzica i nauczyciela

  Gdybyście, całkiem przypadkiem, prowadzili w Waszych szkołach akcję „BohaterON”, polecam Wam tę lekturę dla klas I-III. Ja zaczynam właśnie od niej, a później przechodzę do kwestii laurek dla tych wszystkich dziewczynek i chłopców walczących za naszą wolną Polskę. Książka jest ciekawie napisana, są tu momenty pełne śmiechu, dziecięcej fantazji, jak i wzruszeń. Idealna! Dla mnie... BOMBA!   Paweł Beręsewicz, Czy wojna jest dla dziewczyn? Nie za wiele już mi zostało do dodania po pełnym zachwycie wstępie. Historia przedstawiona w książce jest oparta na wspomnieniu prawdziwej bohaterki, oczywiście, w wersji przystępnej i interesującej dla dziecka (i dla dorosłego). Dialogi świetnie nadają się do czytania dziecku, jak i z dzieckiem. Jak już wspomniałam są tu elementy humorystyczne, ale też lektura nie pomija fragmentów niebezpiecznych ukazujących wojnę w jej najgorszym obliczu. Wówczas pozwólcie dzieciom przeżyć je w ciszy, czy na stawianie pytań. Książka ta cieszyła s...

„Mirabelka”... o dojrzewaniu w ogniu wojny

  Pan Cezary Harasimowicz wpadł na świetny pomysł – uczynił drzewo, tytułową mirabelkę, narratorką swojej wojennej opowieści, ba!, w dodatku opierającej się na faktach. Punkt za to! Kolejny punkt za fakty historyczne i przekazanie ich w przystępny sposób dzieciom. Ostatni punkt za ilustracje i na tym koniec.   Cezary Harasimowicz, Mirabelka „Mirabelka” została kupiona w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa jako książka wzbogacająca dział z polską literaturą dla dzieci i też wiedzę historyczną. Tę wiedzę, jak już wspomniałam, powieść przemyca w subtelny sposób. W środku zabetonowanego podwórka rosną dwie mirabelki. Młodsze drzewko prowadzi dysputy z jedną z mieszkanek kamienicy. W ten sposób młody czytelnik dowiaduje się, jak ludzie kiedyś mieszkali, czym zajmowali się przed wojną, jakie zawody wykonywali, głównie Żydzi, bo książka dotyczy problemu eksterminacji. Ale czas powieściowy przekracza ramy II wojny światowej, co też jest plusem całej opowieści. Niem...

„Rutka”... o wojnie w baśniowo-współczesny sposób

To prawdziwa rzadkość – mały czytelnik z namiętnością czytający o wojnie. Ale taki przyszedł do mnie do biblioteki i chciał jeszcze więcej książek o wojnie. Zamówiłam m.in. „Rutkę” i „Mirabelkę”. Dzisiaj będzie o „Rutce”.   Joanna Fabicka, Rutka Książka, w moim prywatnym odczuciu, nie ukazuje żadnej konkretnej historii. Dużo tu baśniowości, niedopowiedzeń, napomknień, które szybko nasuwają czytelnikowi kto jest kim i co przeszedł. Tytułowa Rutka jest trochę jak Pippi – nietuzinkowa, wciąga ona bohaterkę w swój świat. To właśnie ten świat powinien zwrócić uwagę czytelnika, ale też jest taki... rozmyty. Jak dla mnie – za mało szczegółów. Wyobrażam sobie, że ciężkie jest pisanie dla dzieci, bo to jest wymagający czytelnik, a tym ciężej musi wyglądać pisanie o wojnie. Nie przerazić, nie zohydzić, nie zanudzić... mimo to, skoro już się ktoś na ten „księżyc” porywa, dlaczego w trakcie odpuszcza? „Rutka”, chociaż jest książką nagrodzoną w roku 2016, nie wywarła na mnie wrażenia....

„Teatr Niewidzialnych Dzieci” Marcina Szczygielskiego – uwielbiam!

Pora na polską twórczość. Przyznaję się od razu, że powieści pana Marcina nigdy nie przypadły mi do gustu, ale wiem, że dzieci je czytają. Zachwycały się zawsze „Czarnym Młynem”. To kupiłam „Teatr Niewidzialnych Dzieci”, bo spodobał mi się tytuł i nie wiem dlaczego, po „Arce czasu” wydawało mi się, że to też jest o II wojnie światowej (?). Rozczarowałam się, podwójnie.   Marcin Szczygielski, Teatr Niewidzialnych Dzieci   Rozczarowałam się naprawdę, ponieważ sięgnęłam po książkę z przekonaniem, że szybko przeczytam, bez ekscytacji, i wrócę do innej, lepszej według mnie, literatury. Tymczasem powieść naprawdę miło mnie zaskoczyła. Książka składa się z genialnie wykrojonych postaci, może dlatego, że są one z czasów bliskich autorowi, więc „przyłożył się” do ich stworzenia. Realia powieści są również bliskie mi osobiście, co prawda, nie jestem dzieckiem stanu wojennego, ale relikty PRL-u doskonale pamiętam, nawet z pewnym sentymentem, jak syrenki, kombinezony ortalionowe...