Przejdź do głównej zawartości

Połączenie ekologii z fabułą – kit czy hit? O współpracy banku i autorki poczytnych książek dla dzieci

Jak przekonać dziecko do zachowań proekologicznych?Można wykorzystać do tego poczytną pisarkę i garść ciekawych historyjek oraz faktów. Wszystko oprawić w piękne ilustracje i… gotowe! Wypróbowałam. Działa.

 

Justyna Bednarek, Ty też możesz uratować świat

O książce dowiedziałam się przypadkiem z Internetu. Okoliczności już nie pamiętam. Pamiętam za to doskonale emocje towarzyszące czytaniu historyjek o przedsiębiorczym rodzeństwie zaangażowanym w ekologię.

Fabuła oparta jest na dzienniku, który uzupełniają brat z siostrą. Ich wpisy poprzedzają właściwą opowiastkę ekologiczną, ukazującą złe i proekologiczne postawy człowieka. Także zawsze jest tu zły bohater, a raczej czarny charakter, jak i superbohaterzy, dający popalić złoczyńcom nieraz w przezabawny sposób. Puenty są ciekawe i śmieszne, ale i tak najważniejsze bywają refleksje dzieci, które wysłuchują opowiastek. Zawsze największe wrażenie robiła historia Jasia nieumiejącego oderwać się od smartfonu.

Jeśli myślicie, że książka zawiera tylko historyjki to… mile się rozczarujecie. Są tutaj również przedsiębiorcze propozycje dla wszystkich – małych i dużych, a dotyczące zmian w życiu, najpierw swoim, później lokalnej społeczności i, kto wie, może i zasięg zmian się zwiększy… W końcu do współpracy panią Justynę namówił Bank ING słynący z propagowania nie tylko oszczędzania i mądrego zarządzania pieniędzmi, ale i własnymi zasobami – dwoma rękoma, głową pełną pomysłów, wsparciem bliskich osób.

To niezwykle ciekawa książka i propozycja nie tylko dla rodziców, chcących wychować dzieci na mądrych dorosłych, ale i dla szkół – wychowawców, nauczycieli. Idąc na zastępstwa, chętnie brałam tę książkę i czytałam dzieciom opowieści, a później rozmawiałam o ekologii i następstwach naszych zachowań. Postęp bierze się ze świadomości, więc – jeśli możemy, a możemy – uświadamiajmy, jak ważne jest zdrowe i bioróżnorodne środowisko. I jaki MY mamy wpływ na jego zmianę (a złych zmian nie chcemy!). Zdecydowanie HIT!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sienkiewicz - celebryta i pięć razy Maria

Henryk Sienkiewicz zawsze podobał się kobietom i on wybierał te szczególnie piękne i urocze. Pierwszą była Maria Keller, z którą już prawie miał się ożenić, gdyby nie zbytnia szczerość w listach. Niepotrzebnie Sienkiewicz użalał się bogatej narzeczonej, że skąpi sobie w uzdrowisku w Ostendzie. Rodzice Kellerówny obawiali się, że przyszły zięć - bez porządnego fachu - nie zdoła utrzymać córki. Więc dostał pierwszego kosza. Po powrocie z Ameryki Sienkiewicz nie umiał usiedzieć na miejscu. Warszawa mu obrzydła, a ponieważ końskim zdrowiem też się nie cieszył, miał usprawiedliwienie. We Włoszech - druga ojczyzna - spotkał rodzinę Szetkiewiczów z córką Marią. Podchody trwały około roku. Obawy rodziców te same - brak stałej posady, brak pieniędzy. Pomocni okazali się przyjaciele, zwłaszcza Godlewscy, którzy „wychodzili” Sienkiewiczowi piękną i uroczą żonę. Małżonkowie uzupełniali się idealnie, rozumieli się wspaniale. Marynia, która też przejawiała talenty literackie, była surow...

Siostrzana miłość w baśniowej scenerii i legendarnym czasie

Juliusz Słowacki, Balladyna Jak zachęcić uczniów do czytania tekstów kompletnie im obcych? Zwłaszcza tak zawiłych jak "Balladyna" Słowackiego... Sprawa wydaje się z góry przegrana, ale... "Balladyna" jest dobrym przykładem literatury fantastycznej (tak jest!), a także dotyczy problemu siostrzanej miłości/zazdrości. Ta uczennica, która ma siostrę, "Balladynę" powinna dobrze zrozumieć. Utwór ten napisał Juliusz Słowacki, autor dość trudnych liryków, poematów, dramatów. Trudność ta polega głównie na zawiłym języku naszpikowanym metaforami, symbolami, dowcipem, który w obecnych czasach nie musi być koniecznie zrozumiały. Niemniej, "Balladynę" - jeśli przerobi się ją na współczesny grunt - zaczyna się doceniać, zwłaszcza za wykreowanie głównej bohaterki, nie do końca typowego szwarccharakteru. Od czego zacząć? Słowacki, swoją wielką tragedię, stanowiącą część kronik historycznych Polski, umieszcza w odległych czasach. Tropem jest obecno...

„Teatr Niewidzialnych Dzieci” Marcina Szczygielskiego – uwielbiam!

Pora na polską twórczość. Przyznaję się od razu, że powieści pana Marcina nigdy nie przypadły mi do gustu, ale wiem, że dzieci je czytają. Zachwycały się zawsze „Czarnym Młynem”. To kupiłam „Teatr Niewidzialnych Dzieci”, bo spodobał mi się tytuł i nie wiem dlaczego, po „Arce czasu” wydawało mi się, że to też jest o II wojnie światowej (?). Rozczarowałam się, podwójnie.   Marcin Szczygielski, Teatr Niewidzialnych Dzieci   Rozczarowałam się naprawdę, ponieważ sięgnęłam po książkę z przekonaniem, że szybko przeczytam, bez ekscytacji, i wrócę do innej, lepszej według mnie, literatury. Tymczasem powieść naprawdę miło mnie zaskoczyła. Książka składa się z genialnie wykrojonych postaci, może dlatego, że są one z czasów bliskich autorowi, więc „przyłożył się” do ich stworzenia. Realia powieści są również bliskie mi osobiście, co prawda, nie jestem dzieckiem stanu wojennego, ale relikty PRL-u doskonale pamiętam, nawet z pewnym sentymentem, jak syrenki, kombinezony ortalionowe...