Przejdź do głównej zawartości

Gorzka czekolada tom 1 - opowiadania ze smakiem :)

Tom opowiadań pt. "Gorzka czekolada" można nazwać "dziełem misyjnym". Utwory powstały po to, aby w pusty świat dziecka i młodzieży przemycić wartości takie jak samodyscyplina, życzliwość, odpowiedzialność, piękno, mądrość i wiele innych. Niewątpliwy must have nauczyciela wychowawcy i rodzica!

Każde opowiadanie poprzedza robocza, ale rzetelna, definicja danej wartości. A czy samo opowiadanie o tej wartości traktuje? Nie zawsze. Nieraz uczniom trudno się domyślić, o co chodziło, np. było tak z życzliwością, choć samo opowiadanie nie jest wcale złe, wręcz przeciwnie - jest ciekawe i futurystyczne. Książka jest bardzo pięknie wydana - świetne grafiki, kolory na marginesach, które ułatwiają znalezienie konkretnego opowiadania. Ale muszę dołożyć jeszcze jeden minus - minusik. Opowiadania są za długie na jedną jednostkę lekcyjną. Czytanie fragmentów nie zawsze ma sens, bo historie naprawdę są ciekawe (chociaż nie zawsze trafione!) i każdy szczegół nabiera znaczenia. Ponadto można zaaranżować aktywizujące lekcje do tych opowiadań i odgrzebać metody de Bono - np. metodę 6 myślowych kapeluszy. Ale tak jak napisałam wcześniej - przeczytanie opowiadania zajmuje ponad 45 minut, nawet jak się skraca treść, zatem aby dobrze opracować daną wartość, potrzeba minimum miesiąca. Chociaż... kto wie, czy to nie jest wcale taki głupi pomysł... jedno opowiadanie na miesiąc... do przemyślenia, a przede wszystkim do kupienia, bo i tak się wykorzysta opowiadania w szkole.

A! Skąd właściwie tytuł "gorzka czekolada"? Jak to w życiu - wszystko, co najpierw smakuje słodko, zostawia gorzki posmak. Jak przeczytacie losy bohaterów, to szybko pojmiecie, co mam na myśli :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sienkiewicz - celebryta i pięć razy Maria

Henryk Sienkiewicz zawsze podobał się kobietom i on wybierał te szczególnie piękne i urocze. Pierwszą była Maria Keller, z którą już prawie miał się ożenić, gdyby nie zbytnia szczerość w listach. Niepotrzebnie Sienkiewicz użalał się bogatej narzeczonej, że skąpi sobie w uzdrowisku w Ostendzie. Rodzice Kellerówny obawiali się, że przyszły zięć - bez porządnego fachu - nie zdoła utrzymać córki. Więc dostał pierwszego kosza. Po powrocie z Ameryki Sienkiewicz nie umiał usiedzieć na miejscu. Warszawa mu obrzydła, a ponieważ końskim zdrowiem też się nie cieszył, miał usprawiedliwienie. We Włoszech - druga ojczyzna - spotkał rodzinę Szetkiewiczów z córką Marią. Podchody trwały około roku. Obawy rodziców te same - brak stałej posady, brak pieniędzy. Pomocni okazali się przyjaciele, zwłaszcza Godlewscy, którzy „wychodzili” Sienkiewiczowi piękną i uroczą żonę. Małżonkowie uzupełniali się idealnie, rozumieli się wspaniale. Marynia, która też przejawiała talenty literackie, była surow...

Siostrzana miłość w baśniowej scenerii i legendarnym czasie

Juliusz Słowacki, Balladyna Jak zachęcić uczniów do czytania tekstów kompletnie im obcych? Zwłaszcza tak zawiłych jak "Balladyna" Słowackiego... Sprawa wydaje się z góry przegrana, ale... "Balladyna" jest dobrym przykładem literatury fantastycznej (tak jest!), a także dotyczy problemu siostrzanej miłości/zazdrości. Ta uczennica, która ma siostrę, "Balladynę" powinna dobrze zrozumieć. Utwór ten napisał Juliusz Słowacki, autor dość trudnych liryków, poematów, dramatów. Trudność ta polega głównie na zawiłym języku naszpikowanym metaforami, symbolami, dowcipem, który w obecnych czasach nie musi być koniecznie zrozumiały. Niemniej, "Balladynę" - jeśli przerobi się ją na współczesny grunt - zaczyna się doceniać, zwłaszcza za wykreowanie głównej bohaterki, nie do końca typowego szwarccharakteru. Od czego zacząć? Słowacki, swoją wielką tragedię, stanowiącą część kronik historycznych Polski, umieszcza w odległych czasach. Tropem jest obecno...

„Teatr Niewidzialnych Dzieci” Marcina Szczygielskiego – uwielbiam!

Pora na polską twórczość. Przyznaję się od razu, że powieści pana Marcina nigdy nie przypadły mi do gustu, ale wiem, że dzieci je czytają. Zachwycały się zawsze „Czarnym Młynem”. To kupiłam „Teatr Niewidzialnych Dzieci”, bo spodobał mi się tytuł i nie wiem dlaczego, po „Arce czasu” wydawało mi się, że to też jest o II wojnie światowej (?). Rozczarowałam się, podwójnie.   Marcin Szczygielski, Teatr Niewidzialnych Dzieci   Rozczarowałam się naprawdę, ponieważ sięgnęłam po książkę z przekonaniem, że szybko przeczytam, bez ekscytacji, i wrócę do innej, lepszej według mnie, literatury. Tymczasem powieść naprawdę miło mnie zaskoczyła. Książka składa się z genialnie wykrojonych postaci, może dlatego, że są one z czasów bliskich autorowi, więc „przyłożył się” do ich stworzenia. Realia powieści są również bliskie mi osobiście, co prawda, nie jestem dzieckiem stanu wojennego, ale relikty PRL-u doskonale pamiętam, nawet z pewnym sentymentem, jak syrenki, kombinezony ortalionowe...