Przejdź do głównej zawartości

„O czym szumią wierzby” angielskie poczucie humoru między bajki włożone

Ropuch! Na samo wspomnienie nie mogę powstrzymać się od śmiechu! „O czym szumią wierzby” jest ciekawą propozycją dla dzieci, ale nie sądzę, żeby wszystkim maluchom „szumne” historyjki przypadły do gustu. Ja, przyznaję, przekartkowywałam strony na te z Ropuchem w akcji.

Kenneth Grahame, O czym szumią wierzby

 

Pierwszą część historii, dotyczącą marzycielskiego kreta, czyta się dość przyjemnie. Czytelnik jest ciekawy, co się dalej wydarzy, czy kret-idealista dogoni swoje marzenia i w jakie jeszcze kłopoty się wpakuje. Gdy do akcji wkracza Ropuch, romantyczno-eteryczna aura opowieści „wyszumianych” przez wierzby cichną na rzecz komicznych sytuacji trojga dżentelmenów. Niestety, moim zdaniem, to posunięcie wpływa rozrzedzająco na całość. Gdzieś ta akcja się rozmywa, rozpływa na rzecz różnych wątków, chociaż mogłoby się wydawać, że nadrzędnym wątkiem jest poskramianie Ropucha. I chociaż jestem wielką fanką Ropucha, to uważam, że te dwa wątki – rozmarzony i komiczny, nie idą w parze. Gdzieś coś nie zagrało... Albo trwa za długo...

Mimo to z dość grubej książki można wybrać śmiało sympatyczne historyjki do poczytania dzieciom, młodzieży i porozmawiać o zachowaniu bohaterów – przełożyć je na życie w realu.

Książka jest pięknie wydana – gruba oprawa, cudowne ilustracje w dawnym stylu, dodatkowa papierowa okładka. Nie mogłam się oprzeć i kupiłam do biblioteki w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa. Nie powtórzyłabym zakupu. Książka jest bardziej dla koneserów, nie jest taka łatwa w odbiorze, jak historyjki znanych współczesnych polskich autorów opowiadań dla dzieci. Nie wiem, czy dziecko się nie znudzi. Niemniej, spróbować zawsze warto.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sienkiewicz - celebryta i pięć razy Maria

Henryk Sienkiewicz zawsze podobał się kobietom i on wybierał te szczególnie piękne i urocze. Pierwszą była Maria Keller, z którą już prawie miał się ożenić, gdyby nie zbytnia szczerość w listach. Niepotrzebnie Sienkiewicz użalał się bogatej narzeczonej, że skąpi sobie w uzdrowisku w Ostendzie. Rodzice Kellerówny obawiali się, że przyszły zięć - bez porządnego fachu - nie zdoła utrzymać córki. Więc dostał pierwszego kosza. Po powrocie z Ameryki Sienkiewicz nie umiał usiedzieć na miejscu. Warszawa mu obrzydła, a ponieważ końskim zdrowiem też się nie cieszył, miał usprawiedliwienie. We Włoszech - druga ojczyzna - spotkał rodzinę Szetkiewiczów z córką Marią. Podchody trwały około roku. Obawy rodziców te same - brak stałej posady, brak pieniędzy. Pomocni okazali się przyjaciele, zwłaszcza Godlewscy, którzy „wychodzili” Sienkiewiczowi piękną i uroczą żonę. Małżonkowie uzupełniali się idealnie, rozumieli się wspaniale. Marynia, która też przejawiała talenty literackie, była surow...

Siostrzana miłość w baśniowej scenerii i legendarnym czasie

Juliusz Słowacki, Balladyna Jak zachęcić uczniów do czytania tekstów kompletnie im obcych? Zwłaszcza tak zawiłych jak "Balladyna" Słowackiego... Sprawa wydaje się z góry przegrana, ale... "Balladyna" jest dobrym przykładem literatury fantastycznej (tak jest!), a także dotyczy problemu siostrzanej miłości/zazdrości. Ta uczennica, która ma siostrę, "Balladynę" powinna dobrze zrozumieć. Utwór ten napisał Juliusz Słowacki, autor dość trudnych liryków, poematów, dramatów. Trudność ta polega głównie na zawiłym języku naszpikowanym metaforami, symbolami, dowcipem, który w obecnych czasach nie musi być koniecznie zrozumiały. Niemniej, "Balladynę" - jeśli przerobi się ją na współczesny grunt - zaczyna się doceniać, zwłaszcza za wykreowanie głównej bohaterki, nie do końca typowego szwarccharakteru. Od czego zacząć? Słowacki, swoją wielką tragedię, stanowiącą część kronik historycznych Polski, umieszcza w odległych czasach. Tropem jest obecno...

„Teatr Niewidzialnych Dzieci” Marcina Szczygielskiego – uwielbiam!

Pora na polską twórczość. Przyznaję się od razu, że powieści pana Marcina nigdy nie przypadły mi do gustu, ale wiem, że dzieci je czytają. Zachwycały się zawsze „Czarnym Młynem”. To kupiłam „Teatr Niewidzialnych Dzieci”, bo spodobał mi się tytuł i nie wiem dlaczego, po „Arce czasu” wydawało mi się, że to też jest o II wojnie światowej (?). Rozczarowałam się, podwójnie.   Marcin Szczygielski, Teatr Niewidzialnych Dzieci   Rozczarowałam się naprawdę, ponieważ sięgnęłam po książkę z przekonaniem, że szybko przeczytam, bez ekscytacji, i wrócę do innej, lepszej według mnie, literatury. Tymczasem powieść naprawdę miło mnie zaskoczyła. Książka składa się z genialnie wykrojonych postaci, może dlatego, że są one z czasów bliskich autorowi, więc „przyłożył się” do ich stworzenia. Realia powieści są również bliskie mi osobiście, co prawda, nie jestem dzieckiem stanu wojennego, ale relikty PRL-u doskonale pamiętam, nawet z pewnym sentymentem, jak syrenki, kombinezony ortalionowe...