Przejdź do głównej zawartości

„Pytania małe i duże według Wilgi Ćwirko” – pierza nie urywa

Po krótkim opisie z tyłu książki spodziewałam się czegoś więcej niż przewidywalnej historyjki. Wilga jest typowym amerykańskim produktem książkowym – tendencyjnym i bez polotu.

Julie Bowe, Pytania małe i duże według Wilgi Ćwirko

 

Jest to opowieść małej dziewczynki, której rodzice postanowili dać sobie więcej czasu na przemyślenia dotyczące ewentualnej wspólnej przyszłości. Jednym słowem – separacja. Dziecko nie bardzo potrafi wejść w nowy świat podzielony między ojcem a matką oraz nową koleżanką chwalipiętą. Później się jednak okaże, że pozory mylą, a szczęście można budować nawet ze zlepków.

Dla dorosłego czytelnika książka wydać się może infantylna, przewidująca. Jej wielkim plusem jest to, że się szybko czyta i nie trzeba się bardzo zastanawiać nad treścią. Pytania pojawiające się w tytule... pozostają w tytule. Dla dziecka, które – siłą rzeczy – ma inny bagaż doświadczeń, książka może i będzie ciekawą historyjką o dziewczynce próbującej na nowo budować swój świat i próbującej znaleźć w nim miejsce na kolekcję gumek do mazania. Może. Ale nie musi. Szkoda, ponieważ ja jestem zdania, że literatura to nie tylko rozrywka, ale sztuka myślenia. To kuźnia poglądów. Ale jak się okazuje, może i słusznie (!), na wielkie pytania nie znajdzie się odpowiedzi, a małe pytania... „oblecą”.

Kupiona w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, ale drugi raz bym tego nie powtórzyła.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sienkiewicz - celebryta i pięć razy Maria

Henryk Sienkiewicz zawsze podobał się kobietom i on wybierał te szczególnie piękne i urocze. Pierwszą była Maria Keller, z którą już prawie miał się ożenić, gdyby nie zbytnia szczerość w listach. Niepotrzebnie Sienkiewicz użalał się bogatej narzeczonej, że skąpi sobie w uzdrowisku w Ostendzie. Rodzice Kellerówny obawiali się, że przyszły zięć - bez porządnego fachu - nie zdoła utrzymać córki. Więc dostał pierwszego kosza. Po powrocie z Ameryki Sienkiewicz nie umiał usiedzieć na miejscu. Warszawa mu obrzydła, a ponieważ końskim zdrowiem też się nie cieszył, miał usprawiedliwienie. We Włoszech - druga ojczyzna - spotkał rodzinę Szetkiewiczów z córką Marią. Podchody trwały około roku. Obawy rodziców te same - brak stałej posady, brak pieniędzy. Pomocni okazali się przyjaciele, zwłaszcza Godlewscy, którzy „wychodzili” Sienkiewiczowi piękną i uroczą żonę. Małżonkowie uzupełniali się idealnie, rozumieli się wspaniale. Marynia, która też przejawiała talenty literackie, była surow...

Siostrzana miłość w baśniowej scenerii i legendarnym czasie

Juliusz Słowacki, Balladyna Jak zachęcić uczniów do czytania tekstów kompletnie im obcych? Zwłaszcza tak zawiłych jak "Balladyna" Słowackiego... Sprawa wydaje się z góry przegrana, ale... "Balladyna" jest dobrym przykładem literatury fantastycznej (tak jest!), a także dotyczy problemu siostrzanej miłości/zazdrości. Ta uczennica, która ma siostrę, "Balladynę" powinna dobrze zrozumieć. Utwór ten napisał Juliusz Słowacki, autor dość trudnych liryków, poematów, dramatów. Trudność ta polega głównie na zawiłym języku naszpikowanym metaforami, symbolami, dowcipem, który w obecnych czasach nie musi być koniecznie zrozumiały. Niemniej, "Balladynę" - jeśli przerobi się ją na współczesny grunt - zaczyna się doceniać, zwłaszcza za wykreowanie głównej bohaterki, nie do końca typowego szwarccharakteru. Od czego zacząć? Słowacki, swoją wielką tragedię, stanowiącą część kronik historycznych Polski, umieszcza w odległych czasach. Tropem jest obecno...

„Teatr Niewidzialnych Dzieci” Marcina Szczygielskiego – uwielbiam!

Pora na polską twórczość. Przyznaję się od razu, że powieści pana Marcina nigdy nie przypadły mi do gustu, ale wiem, że dzieci je czytają. Zachwycały się zawsze „Czarnym Młynem”. To kupiłam „Teatr Niewidzialnych Dzieci”, bo spodobał mi się tytuł i nie wiem dlaczego, po „Arce czasu” wydawało mi się, że to też jest o II wojnie światowej (?). Rozczarowałam się, podwójnie.   Marcin Szczygielski, Teatr Niewidzialnych Dzieci   Rozczarowałam się naprawdę, ponieważ sięgnęłam po książkę z przekonaniem, że szybko przeczytam, bez ekscytacji, i wrócę do innej, lepszej według mnie, literatury. Tymczasem powieść naprawdę miło mnie zaskoczyła. Książka składa się z genialnie wykrojonych postaci, może dlatego, że są one z czasów bliskich autorowi, więc „przyłożył się” do ich stworzenia. Realia powieści są również bliskie mi osobiście, co prawda, nie jestem dzieckiem stanu wojennego, ale relikty PRL-u doskonale pamiętam, nawet z pewnym sentymentem, jak syrenki, kombinezony ortalionowe...