Przejdź do głównej zawartości

"Zagadka zaginionej kamei" - moje detektywistyczne odkrycie!

Wczoraj opiniowałam "Feralne Biuro Śledcze" - książka nie najgorsza, jak dla mnie - za bardzo podobna do "Biura Detektywistycznego Lassego i Mai". Dzisiaj będzie o książce o niebo lepszej, czyli o "Detektywach z Tajemniczej 5". Książka jest naprawdę super, ale o tym poniżej.


Marta Guzowska, Detektywi z Tajemniczej 5. Zagadka zaginionej kamei


Bardzo ładne wydanie. Podobają mi się ilustracje, okładka, wygodna czcionka. Pomysł z zakończeniem rozdziału w formie testu uważam za genialny. Czegoś takiego mi właśnie brakowało w literaturze dla dzieci. Przypomina to trochę gamebook, i świetnie, ponieważ taki zabieg wciąga czytelnika w fabułę, czyniąc go poniekąd bohaterem - detektywem w tym przypadku.

Co do samej fabuły - nie mam żadnych zastrzeżeń... może poza irytującą najmłodszą bohaterką. Poza tym konstrukcja bohaterów w ogóle nie jest papierowa, jest na tyle prosta i ciekawa, aby młody czytelnik "nadążył" i "ogarnął". Zagadka również jest przemyślana , wciągająca - ja przeczytałam tę książkę jednym tchem.

Oprócz akcji, wymagającej reakcji czytelniczej, dobrym posunięciem są także ciekawostki historyczne. 

Czyż takiej lekturze można odmówić "hitowość"? Mamy wszystko - interesującą fabułę, bohaterów, z którymi można się zżyć, intrygujące zagrywki autorki i jeszcze dodatkowe informacje z historii Polski. A! Jeszcze ładne ilustracje! I mądra fabuła ucząca logicznego myślenia. Hit!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sienkiewicz - celebryta i pięć razy Maria

Henryk Sienkiewicz zawsze podobał się kobietom i on wybierał te szczególnie piękne i urocze. Pierwszą była Maria Keller, z którą już prawie miał się ożenić, gdyby nie zbytnia szczerość w listach. Niepotrzebnie Sienkiewicz użalał się bogatej narzeczonej, że skąpi sobie w uzdrowisku w Ostendzie. Rodzice Kellerówny obawiali się, że przyszły zięć - bez porządnego fachu - nie zdoła utrzymać córki. Więc dostał pierwszego kosza. Po powrocie z Ameryki Sienkiewicz nie umiał usiedzieć na miejscu. Warszawa mu obrzydła, a ponieważ końskim zdrowiem też się nie cieszył, miał usprawiedliwienie. We Włoszech - druga ojczyzna - spotkał rodzinę Szetkiewiczów z córką Marią. Podchody trwały około roku. Obawy rodziców te same - brak stałej posady, brak pieniędzy. Pomocni okazali się przyjaciele, zwłaszcza Godlewscy, którzy „wychodzili” Sienkiewiczowi piękną i uroczą żonę. Małżonkowie uzupełniali się idealnie, rozumieli się wspaniale. Marynia, która też przejawiała talenty literackie, była surow...

Siostrzana miłość w baśniowej scenerii i legendarnym czasie

Juliusz Słowacki, Balladyna Jak zachęcić uczniów do czytania tekstów kompletnie im obcych? Zwłaszcza tak zawiłych jak "Balladyna" Słowackiego... Sprawa wydaje się z góry przegrana, ale... "Balladyna" jest dobrym przykładem literatury fantastycznej (tak jest!), a także dotyczy problemu siostrzanej miłości/zazdrości. Ta uczennica, która ma siostrę, "Balladynę" powinna dobrze zrozumieć. Utwór ten napisał Juliusz Słowacki, autor dość trudnych liryków, poematów, dramatów. Trudność ta polega głównie na zawiłym języku naszpikowanym metaforami, symbolami, dowcipem, który w obecnych czasach nie musi być koniecznie zrozumiały. Niemniej, "Balladynę" - jeśli przerobi się ją na współczesny grunt - zaczyna się doceniać, zwłaszcza za wykreowanie głównej bohaterki, nie do końca typowego szwarccharakteru. Od czego zacząć? Słowacki, swoją wielką tragedię, stanowiącą część kronik historycznych Polski, umieszcza w odległych czasach. Tropem jest obecno...

„Teatr Niewidzialnych Dzieci” Marcina Szczygielskiego – uwielbiam!

Pora na polską twórczość. Przyznaję się od razu, że powieści pana Marcina nigdy nie przypadły mi do gustu, ale wiem, że dzieci je czytają. Zachwycały się zawsze „Czarnym Młynem”. To kupiłam „Teatr Niewidzialnych Dzieci”, bo spodobał mi się tytuł i nie wiem dlaczego, po „Arce czasu” wydawało mi się, że to też jest o II wojnie światowej (?). Rozczarowałam się, podwójnie.   Marcin Szczygielski, Teatr Niewidzialnych Dzieci   Rozczarowałam się naprawdę, ponieważ sięgnęłam po książkę z przekonaniem, że szybko przeczytam, bez ekscytacji, i wrócę do innej, lepszej według mnie, literatury. Tymczasem powieść naprawdę miło mnie zaskoczyła. Książka składa się z genialnie wykrojonych postaci, może dlatego, że są one z czasów bliskich autorowi, więc „przyłożył się” do ich stworzenia. Realia powieści są również bliskie mi osobiście, co prawda, nie jestem dzieckiem stanu wojennego, ale relikty PRL-u doskonale pamiętam, nawet z pewnym sentymentem, jak syrenki, kombinezony ortalionowe...